zaufanie

    CIĄŻA OCALONA

    Pod koniec 1996 roku będąc na spacerze z dziećmi znalazłam w kałuży obrazek z bł. Jerzym Matulewiczem, z którego ktoś zrobił "samolot" (w tym czasie byłam piąty raz w ciąży, wychowywałam już trzech chłopców; jedno dziecko zmarło wkrótce po porodzie). Podniosłam obrazek, przyniosłam do domu, wyrównałam go żelazkiem i schowałam.

    W końcu lutego 1997 roku (12 tydzień ciąży) zaczęłam krwawić. Groziło mi poronienie, gdyż w macicy uformował się duży skrzep, który spływając, mógł pociągnąć za sobą i dziecko. Położono mnie do szpitala w Mariampolu. Ponieważ lekarze namawiali mnie za wszelką cenę do aborcji, po 2 dniach poprosiłam męża, by przywiózł mi ubrania, i uciekłam ze szpitala.

    Po kilku dniach znów byłam w ośrodku zdrowia, gdzie powtórnie wykonano echoskopię. Znów byłam zachęcana do powrotu do szpitala, jednakże nie chciałam, by znów namawiano mnie do aborcji. Pozostały czas ciąży spędziłam w domu. Najczęściej leżałam i modliłam się litanią do bł. Jerzego Matulewicza o zdrowie.

    Na początku maja 1997 roku krwawienie ustało. Lekarz, który wykonał echoskopię, nazwał ciążę cudowną, ponieważ skrzepu nie bylo, został wchłonięty. Lekarz nie chciał wierzyć, że wszystko stało się tylko dzięki modlitwie.

Rima Stepanavičiene, Marijampol

© BJM