modlitwateze

    OBUDZIŁEM SIĘ ZE ŚPIĄCZKI

    Mnie, zdrowego mężczyznę, zupełnie niespodziewanie powaliła ciężka choroba. W połowie grudnia 2004 roku lekko zraniłem się w głowę. Rana wyglądała niegroźnie, zupełnie niewarta uwagi. Niestety. Rano w Boże Narodzenie w kościele zaczęły mną wstrząsać dreszcze. Wyglądało to jak zwykły atak grypy. Tymczasem był to początek niebezpiecznej dla życia choroby wirusowej.

    W noc noworoczną znalazłem się w śpiączce. Kilka dni później udzielono mi sakramentu chorych. W Kownie tego samego dnia odprawiono Mszę św. w mojej intencji, prosząc o zdrowie. Od tego momentu mój stan zaczął się stabilizować. Każdego dnia przy moim łóżku była odmawiana modlitwa o zdrowie za wstawiennictwem bł. Jerzego Matulewicza. W mojej intencji była również zapalona świeca w kościele św. Gertrudy w Kownie i odprawione Msze św. Dość często sale kliniki medycznej odwiedzał kapelan.

    Byłem już półtora miesiąca w śpiączce. W tym czasie moi bliscy obchodzili 5-ą rocznicę śmierci jednego z krewnych. Do intencji Mszy św. dołączono także moje imię, prosząc o zdrowie dla ciężko chorego. W tym właśnie momencie przebudziłem się. Choroba powoli zaczynała ustępować, choć przeżyłem śmierć kliniczną, miałem zaburzenia rytmu serca i rany od odleżyn, które sięgały kości.

    Mniej więcej po 4 miesiącach znów mogłem samodzielnie jeść, a po 5 miesiącach rozpocząłem ponowną naukę chodzenia. Po pół roku i 8 dniach wróciłem do domu.

    Kiedy mogłem już mówić, co wieczór się modliłem; nie przestałem modlić się również po powrocie do domu. Jeszcze słabo się poruszając, chodziłem do bazyliki mariampolskiej, gdzie gorąco modliłem się przy relikwiach bł. Jerzego, dziękowałem za zwrócone mi życie. W czasie modlitwy nawet aż zadrżałem, kiedy na policzkach poczułem obfite, nie do powstrzymania łzy. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem, że to był znak, że to bł. Jerzy dał mi znak, że mnie słyszy.

    Po miesiącu miałem się pokazać docentowi, który mnie leczył. Był pewien, że trzeba będzie koniecznie wykonać jeszcze jedną operację transplantacji skóry, jednakże ku swojemu wielkiemu zdumieniu stwierdził, że się pomylił. Rany niespodziewanie szybko się wyleczyły. Nie mogę się nie pochwalić - rany całkowicie się zagoiły. I po dziś dzień co wieczór dziękuję i proszę bł. Jerzego o wstawiennictwo u Boga o powrót do zdrowia.

    Dziś żyję nadzieją na pełne wyzdrowienie, dziękując Bogu i bł. Jerzemu za zmniejszenie cierpienia i powracające zdrowie.

    Jurgis Kęstutis Januskis, Sakiai

© BJM