
STAN BEZNADZIEJNY
W dniu 8 czerwca 2000 roku wczesnym
rankiem moja mama, w wieku 60 ukończonych lat, upadła na schodach podczas schodzenia do piwnicy.
Straciła przytomność. O godz. 630 pogotowie zabrało ją do szpitala wojewódzkiego, a za ok.
2 godziny trafiła na salę operacyjną. Stwierdzono duże skrzepy w mózgu i wykonano operację mózgu
z prawej strony. Kiedy tylko dowiedzieliśmy się o wypadku, rozpoczęliśmy modlitwę o wstawiennictwo
Błogosławionego Jerzego Matulewicza i św. Faustyny.
Operację zakończono o godz. 1030. Podano lek na odpoczynek mózgu. Uznano, że stan jest beznadziejny.
O godz. 1900 otrzymałam informację od swojej siostry, że stan jest stabilny. Około godz.
2100 modliła się wspólnie cała rodzina, prosząc o wstawiennictwo bł. Jerzego. Rodzina trwała w
tej modlitwie w następnych dniach.
Dnia 14 czerwca według opinii lekarza mózg wykazywał za małą
wrażliwość. Następnego dnia: ciśnienie 140/74, tętno 94, temperatura o godz. 900 - 37,3°C,
o godz.1900 - 39,4°C; o godz. 2100 - mama zakaszlała i poruszyła palcami; utrzymywał się jednak stan
braku nadziei na życie.
Dnia 16 czerwca chora nie reagowała na głos, a pomiary utrzymały się jak wyżej. Następnego dnia
przy zastrzyku zauważono pierwszy samoczynny gest ręki. Natomiast kolejnego dnia rodzina
odwiedziła chorą. Temperatura była w normie. Pojawiło się czucie w dotyku, chociaż mama nie
reagowała na ból. Odzyskała świadomość, ale jej oczy były za błoną; reagowała tylko na język litewski.
Dnia 19 czerwca według opinii lekarza stan pozostawał bez zmian. Następnego dnia nie wpuszczono
nikogo do chorej. Przygotowywano ją na przewiezienie do lokalnego szpitala, a przewieziono
o godz. 1500.
Po miesiącu pobytu w szpitalu mama wróciła do domu, jednak pozostał problem z posiłkami
i z chodzeniem, gdyż mózg nie pracując, spowodował zanik mięśni, co wymagało masaży
i uczenia chodzenia. Według zalecenia lekarza musiała pozostawać pod stałą opieką drugiej osoby.
Tymczasem już po miesiącu mama sama poszła do przychodni na badanie kontrolne, co zdziwiło lekarza.
Natomiast w sierpniu wykonywała prace domowe. Jednak w listopadzie przeżyła ciężkie depresje,
które wymagały zastosowania leków.
Wierzymy, że istniejący dobry stan zdrowia mamy jest dziełem łaski Bożej, wspomagającej leczenie.
Za to jesteśmy Bogu wdzięczni, a bł. Jerzy Matulewicz jest tym świętym, do którego w każdej
trudnej sprawie wszyscy w rodzinie się zwracamy i jesteśmy wysłuchani.
Córka